Kiedy Internet nie kłamie… Odeszła Bonnie Tyler, a wraz z nią kawałek naszego świata

Zaczęło się tak, jak w dzisiejszych czasach zaczyna się niemal wszystko. Włączam Facebooka, bezwiednie przewijam tablicę i nagle wzrok zatrzymuje się na nagłówku: Bonnie Tyler nie żyje.
Moja pierwsza myśl? „Ech, znowu jakiś fake news…”. Przecież internet co chwilę uśmierca gwiazdy dla wyświetleń i kliknięć. Człowiek z automatu buduje w sobie pancerz ochronny i podchodzi do takich rewelacji z ogromnym dystansem. No bo jak to – TA Bonnie? Ta petarda energii, ta niesamowita kobieta z rockowym pazurem miałaby tak po prostu odejść? To niemożliwe.
Ale niepokój już został zasiany. Postanowiłem sprawdzić to u źródła, któremu ufam najbardziej. Weszłam na stronę mojego ulubionego radia. Radio w nienagannym stylu Pomyślałem sobie: „Oni grają w nienagannym stylu, dbają o markę, nie mogą kłamać dla taniej sensacji”.
I wtedy przyszedł ten moment. Ciężki, zimny skurcz w żołądku.
Na stronie radia czarno na białym stała ta sama informacja. Oficjalne oświadczenie rodziny. Bonnie zmarła w szpitalu w wieku 75 lat, po długiej i niezwykle wycieńczającej walce z chorobą i powikłaniami po operacji. Nadzieja, którą wszyscy żyliśmy, gdy w czerwcu wybudzono ją ze śpiączki farmakologicznej, pękła w jednej sekundzie jak bańka mydlana.
To niesamowite, jak bardzo potrafimy zżyć się z ludźmi, których nigdy osobiście nie poznaliśmy. Ale głos Bonnie Tyler towarzyszył nam przecież przez dekady. Kto z nas nie zdzierał gardła, śpiewając w samochodzie „Total Eclipse of the Heart”? Kto nie czuł przypływu czystej, rockowej energii, gdy z głośników leciało „Holding Out for a Hero”? Jej genialna, chropowata chrypka potrafiła przeszyć człowieka na wskroś, dotknąć najczulszych strun w sercu i wywołać gęsią skórkę.
Odszedł kawał historii muzyki. Zgasła niezwykła, zawsze uśmiechnięta i silna kobieta. I choć dzisiejszy dzień przyniósł nam mnóstwo smutku, jedno jest pewne – ta wyjątkowa energia, którą zamknęła w swoich piosenkach, zostaje z nami na zawsze. Dzisiejszy wieczór spędzę z jej winylem na gramofonie. Zasłużyła na najpiękniejsze pożegnanie.
A jak Wy zapamiętacie Bonnie? Który jej utwór ma dla Was szczególne znaczenie?